REKLAMA
1%
Aktualności
2017-01-24
W nakielskim Staszicu studniówka ...
2017-01-24
Szlakiem Powstania Wielkopolskiego ...
2017-01-24
Superbohaterowie w „Tęczowym ...
2017-01-24
Na zdjęciu kamienica przy Al. ...
2017-01-24
Bal Charytatywny na rzecz Fundacji ...
Nakło
Informator miejski
Sport
Miasto muzyki
Kontakt
Polecamy
Muzeum Powstanie

Muzeum



Maciej Boinski - Wisła 2017

Maciej Boinski rozpoczyna w dniu dzisiejszym kolejną wyprawę wzdłuż polskich rzek. Trzy lata temu przeszedł od źródła do ujścia Noteci. W roku 2015 przeszedł 808 km. wzdłuż Warty. Po drodze odwiedził m.in. Częstochowę, Sieradz, Uniejów, Koło, Śrem, Puszczykowo, Poznań, Oborniki, Wronki, Międzychód, Santok (do Warty wpływa Noteć), Gorzów Wielkopolski. Rok temu przeszedł od źródła do ujścia Brdy. Przed panem Maciejem kolejna wyprawa. Dzisiaj około godz. 9:00 rano zacznie podejście na Baranią Górę, gdzie źródło ma rzeka Wisła (woj. śląskie). Do przejścia ma 1047km. Cała wędrówka potrwa około dwóch miesięcy. Będzie pokonywać około 18 km dziennie. Tak, jak podczas poprzednich wypraw, wszystkie noce zamierza spędzić w namiocie. W przygotowaniu logistycznym pomagała Maciejowi Boinskiemu fundacja Rok Rzeki Wisły, która przedsięwzięcie wpisała na listę inicjatyw pt: Walk Rzeki Wisły.
Wczoraj odwiedziliśmy nakielskiego podróżnika w jego domu i życzyliśmy wytrwałości i powodzenia. Wieczorem 1 stycznia br. o godz. 23:15 wsiadł do autobusu i pojechał do Warszawy. W Warszawie na Macieja Boinskiego czekał kolega, który zawiózł go do źródła Wisły.

Trzymamy kciuki za powodzenie wyprawy.

Tadeusz Sobol
zdjęcia: Zbigniew Kubisz
Dzień pierwszy - 02. stycznia 2017r.
Swoją wyprawę WISŁA 2017 zacząłem tak naprawdę 1 stycznia. O 23.15 wyjechałem z Nakła autobusem w kierunku Warszawy. Na dworzec Warszawa Zachodnia dojechałem o 5:00 rano, skąd odebrali mnie przyjaciele - Beata i Tomek. To dzięki nim dotarłem bez problemu do miejscowości Wisła. O godzinie 9:00 rozpocząłem wędrówkę na szczyt Baraniej Góry, gdzie znajdują się źródła rzeki Wisły. Królowa polskich rzek wypływa z dwóch różnych źródeł. Na górę postanowiłem wejść Czarną Wisełką, a zejść Białą Wisełką. Pogoda do wędrówki w pierwszej części dnia była wyśmienita. Świeciło słońce, a pokrywa śnieżna nie przekraczała 20 cm. Na sam szczyt szło się bardzo dobrze. Im wyżej się wspinałem, tym wiał silniejszy wiatr. Większość drzewostanu, który spotykałem po drodze , została wycięta w ostatnich latach, ale wydaje mi się. że wycinka trwa nadal. Na szlaku, co jakiś czas, znajdowałem świeżo wyrzucone chusteczki higieniczne. Przede mną szedł ktoś, kto miał katar i każdą zużytą rzucał pod nogi. Ludzie zaśmiecają szlaki, a to naprawdę piękne tereny. Schodząc wzdłuż Białej Wisełki, szlak był często oblodzony. Zaliczyłem jeden upadek i zbiłem sobie prawy łokieć. Zaczął również padać śnieg. Dzisiejsza wędrówka dała mi się we znaki. Kiedy zszedłem do miejscowości Wisła, czułem się zmęczony i rozbiłem namiot w najniższej okolicy. Teraz owinięty śpiworem, słyszę jak płatki śniegu opadają na namiot. Przeszedłem około 15 km. Pozostało: SZKODA GADAĆ ;-)
Dzień drugi - 03. stycznia 2017r.
Nocą spadło około 5 cm śniegu, a temperatura sięgała -3 stopnie C. Spało mi się wyjątkowo dobrze, choć kilkukrotnie przerywało mi sen głośne pohukiwanie sowy. W trasę wyruszyłem o 7.30. Zawsze po opadach śniegu trzeba poświęcić więcej czasu na składanie namiotu, by zminimalizować jego zmoczenie. Droga nie była zbyt wymagająca, gdyż wzdłuż rzeki biegnie ścieżka rowerowa. Minąłem miejscowość Ustroń i Skoczów. 
Na załączonym zdjęciu utrwaliłem m.in. prawy dopływ Wisły - Brennice oraz bardzo często spotykane na tym odcinku Wisły stopnie wodne. Beskid Śląski mam już za plecami. Dziś pierwszy raz dokupiłem prowiant, żeby nie martwić się o jedzenie przez najbliższe dni.
Odczuwam ból obręczy barkowej, który jest efektem niesienia ciężkiego plecaka. Podczas ubiegłorocznej wyprawy wzdłuż Brdy, również miałem z tym problem przez pierwsze dni wędrówki. Cały dzień padał śnieg, a momentami opady były bardzo intensywne. Namiot rozbiłem w odległości metra od rzeki. Przeszedłem 20 km, razem 35 km.  Pozostało: za dużo, by pisać...
Dzień trzeci - 04. stycznia 2017r.
Noc była wietrzna i momentami bardzo mocno bujało namiotem. Wczoraj wieczorem rozmawiałem telefonicznie z panem Janem, rodowitym nakielaninem, który jest aktualnie mieszkańcem Skoczowa. Po krótkiej rozmowie postanowił, że mnie odnajdzie. Sprawa nie była prosta, ale jednak się udało. Po półgodzinnym spotkaniu znów zostałem sam. Serdecznie pozdrawiam pana Jana. Kiedy tylko spakowałem się do wymarszu, zaczął padać śnieg. Później wiatr przybrał na sile i zrobiła się prawdziwa zawierucha. Przewidując taki obrót sprawy, rano założyłem kalosze piankowe, które w takich warunkach pogodowych sprawdzają się w 100 %.
Sama wędrówka od początku dnia odbywała się ścieżką rowerową, biegnącą wzdłuż Wisły. Później wróciła normalność znad naszych rzek, czyli liczne krzaki, gałęzie i trzcina. Minąłem miejscowość Strumień. Tuż za nią, Wisła płynąca do tej pory wartkim nurtem zwalnia, gdyż wpływa do zbiornika goczałkowickiego. Kilometr dalej zakończyłem swój marsz. W drugiej połowie dnia śnieg już nie padał, a wiatr nieco ucichł. Przeszedłem 18 km. Pozostało trochę mniej niż tysiąc.
Dzień czwarty - 05. stycznia 2017r.
W nocy padał deszcz. Na szczęście około 6:00 rano pogoda uległa poprawie. Do połowy dnia temperatura była na plusie, jednak po południu wyraźnie odczuwałem mróz. Dzisiejszy dzień to istne szaleństwo. Obszedłem zbiornik goczałkowicki, przez który przepływa Wisła, a przy tym jedną rzeczkę, strugę, wpływającą do tego akwenu i myślałem, że to już koniec pecha, ale się myliłem. Na wysokości miejscowości Czechowice-Dziedzice musiałem obchodzić kolejne dopływy Wisły. Podczas wędrówki zrobiłem zakupy, pamiętając o jutrzejszym dniu świątecznym. Pod koniec dnia, drogę zagrodziła mi kopalnia węgla z wyrobiskami. Okazało się, że nie ma możliwości, by przejść wzdłuż rzeki i trzeba część terenu obejść.
Kończąc dzisiejszy spacer, czuję się potwornie zmęczony. Od kilometrażu rzeki mogę odpisać jedynie 19 km, choć w rzeczywistości zrobiłem ich blisko 30. Obozowisko rozbiłem za miejscowością Czechowice-Dziedzice. Przeszedłem 19 km, razem 72 km, a pozostało 975 km.
Dzień piąty - 06. stycznia 2017r.
W nocy temperatura spadła do - 11 stopni C. Obozowisko rozbiłem dość niechlujnie, gdyż namiot rozkładałem po ciemku. Przez to też odczuwałem w nocy dyskomfort podczas snu. Swój marsz rozpocząłem o 8:00 rano. W ciągu dnia wiał dość silny wiatr, potęgujący odczucie mrozu. Większość trasy odbywała się wałami przeciwpowodziowymi. Leżący na nich śnieg, spowalniał marsz. Dzisiejszego dnia po raz pierwszy ubrałem kalesony i rękawice. Mróz w ciągu dnia był spory, ale niestety nie znam jego stopnia nasilenia, ponieważ nie sprawdzałem tego na termometrze. Jednak napój, który był przeznaczony do picia podczas wędrówki zrobił się po prostu gęsty i z ledwością wypływał z butelki. Jestem przed miejscowością Oświęcim. Jeśli wszystko odbędzie się bez niespodzianek, prawdopodobnie jutro stawię się w umówionym punkcie, gdzie będę mógł doładować baterie do telefonów i aparatu. Przeszedłem 22 km, razem 94 km, pozostało 953 km. 
Dzień szósty - 07. stycznia 2017r.
Wczorajszej nocy natura postanowiła sprawdzić moją wytrzymałość na mróz. Kiedy rozłożyłem namiot, napisałem relację i zjadłem coś ciepłego, sprawdziłem ile jest stopni mrozu. Okazało się, że temperatura spadła do - 25 stopni C. Znałem też prognozy pogody, z których wynikało, iż mróz w nocy może być jeszcze większy. W najbliższej okolicy znalazłem kilka suchych drzew i rozpaliłem ognisko. Zrobiło się naprawdę przyjemnie. Zdrzemnąłem się. Obudziłem się koło północy, kiedy ognisko dogasało. Wstałem i poszedłem donieść drewna. O godz. 1.00 w nocy było - 27 stopni C. Kolejny raz przebudziłem się o godz. 5.00 rano i zacząłem pakować się do wymarszu. Niestety w nocy zamarzła mi kuchenka gazowa i nie mogłem zrobić sobie czegoś ciepłego do picia.
O godz. 6.00 było - 24 stopni C. Wędrówka nie sprawiała większych problemów. Wiatr ustał i nie potęgował odczucia zimna. Na Wiśle pojawił się śryż. Musiałem też obejść Sołę, prawy dopływ Wisły. Wisła przez trzy dni wędrówki meandrowała, a po wpłynięciu Przemszy to już ogromna rzeka. O godz. 15.00 dotarłem do wyznaczonego na dziś celu, czyli śluzy w Dworach Drugich. Przeszedłem 23 km, razem 117 km, pozostało 930 km.
Dzień siódmy - 08. stycznia 2017r.
W nocy temperatura spadła do - 24 stopni C, a o godz. 7.30, kiedy zaczynałem wędrówkę termometr wskazywał -22 stopnie C. Śpiąc na terenie śluzy miałem możliwość podładowania baterii do telefonów i aparatów. Obsługa tego obiektu przyniosła mi gruby styropian, abym mógł podłożyć go pod namiot. Pomimo mrozu, czułem się jak w pięciogwiazdkowym hotelu. Dzień do wędrówki był idealny, słoneczny i bezwietrzny. Wisła momentami jest już cała pokryta lodem. Dopływy, które wcześniej musiałem obchodzić, teraz pokonuję przechodząc po lodzie. Chciałbym nadmienić, że w przygotowaniu logistycznym wyprawy pomaga mi Fundacja Rok Rzeki Wisły i to właśnie dzięki pomocy z jej strony, mogłem doładować baterie na śluzie.
Serdecznie pozdrawiam chłopaków z tego obiektu z Panem Jakubem na czele. Kolejny dzień zaliczam do udanych. Jutro dojdę do miejscowości Tyniec. Co istotne, to już tak nie odczuwam na plecach ciężaru plecaka, przez co idzie się lepiej. Wczoraj zamarzł mi również aparat, ale dziś działa bez zarzutu. Przeszedłem dziś 23 km, razem 140 km, pozostało 907 km.
Dzień ósmy - 09. stycznia 2017r.
Nocowałem w okolicach miejscowości Kamień. W nocy temperatura spadła do -16 stopni C. Dzisiaj swoją wędrówkę zacząłem przed ósmą, gdyż zaspałem. Z rana zrobiłem zakupy w pobliskim sklepie i ruszyłem w bardzo długi marsz. Aby dojść do Tyńca, musiałem przejść 29 km. Pokonałem tą odległość. Jestem jednak tak zmęczony, że zastanawiam się, czy było warto. Jutro zamierzam przejść cały Kraków. Ciekawi mnie, jak była stolica Polski dba o rzekę. Czy będzie tyle samo śmieci co w innych dużych miastach, które mijałem podczas moich poprzednich wypraw?
Więcej szczegółów podam jutro. Przeszedłem 29 km, razem 169 km, pozostało 878 km.
Dzień dziewiąty - 10. stycznia 2017r.
 Po wczorajszym wyczerpującym dniu, baterie do telefonów mogłem doładować na terenie OSP Tyniec, tam też dowiedziałem się że wczoraj w Tyńcu doszło do tragedii. Starszy pan wyszedł z psem nad Wisłę, podczas spaceru pies wszedł na lód, który się pod nim zapadł. Właściciel ruszył mu na ratunek i niestety sam wpadł do wody. Kiedy straż pożarna wyciągnęła go z wody, zmarł. Niech to będzie przestrogą, że lód na rzece w jednym miejscu ma 20 cm grubości, a w następnym 5 cm. (bardzo proszę, by nie komentować zachowania tego pana, bo może to urazić jego rodzinę). Dziękuję strażakom z OSP Tyniec za miłe przyjęcie. Temperatura w nocy nie spadła poniżej -10 stopni. W stronę Krakowa ruszyłem dopiero o koło godz. 10:00. Droga nie była zbyt wymagająca, ponieważ niemal przy samym brzegu rzeki biegła ścieżka rowerowa. Co ciekawe Kraków, dba o porządek nad wodą. Nie znalazłem po drodze żadnych tapczanów czy lodówek. Nawet mniejszych śmieci nie było widać (może dlatego. że przykrył je śnieg). Okazuje się, że Kraków jest czysty nie tylko tam, gdzie chodzą turyści, ale na całej długości rzeki. Pierwsze duże miasto zostawiam za sobą i idę dalej. Następna większa miejscowość na trasie mojej wędrówki to Tarnobrzeg. Po drodze podładuję jeszcze baterie w Szczucinie. Przeszedłem 19 km, razem 188 km, pozostało 859 km.
Dzień dziesiąty - 11. stycznia 2017r.
Dzisiejszy ranek był znowu mroźny, bo termometr wskazywał -18 stopni C. Dodatkowa sucha trawa podłożona pod namiot sprawdziła się, gdyż spałem dość komfortowych warunkach. Wędrówkę zacząłem około 8.00 rano. Trasa okazała się niezbyt wymagająca. Po obu stronach Wisły są wały przeciwpowodziowe. Momentami cała rzeka jest pokryta lodem, a momentami tylko małymi kawałkami. Kolejne małe dopływy byłem w stanie pokonać, przechodząc po lodzie. Wiatr przez cały dzień przybierał na sile i tak spory mróz. Minąłem miejscowość Niepołomice (Niepołomice leżą na wschód od Krakowa. Miasto leży na na pograniczu Niziny Nadwiślańskiej, Pogórza Wielickiego i Pogórza Bocheńskiego. Początki Niepołomic sięgają czasów organizowania się Państwa Polskiego. Za pierwszych Piastów, gdy Kraków został siedzibą panujących książąt, sąsiadująca z nim Puszcza Niepołomicka, stała się ulubionym miejscem polowań. W XIV wieku ostatni z Piastów, król Kazimierz Wielki wybudował w Niepołomicach zamek myśliwski nad Wisłą i wystawił gotycki kościół. Główną atrakcją turystyczną Niepołomic jest XIV w. zamek królewski. Przypuszcza się że zamek stał już w 1349, ponieważ Kazimierz Wielki wydał wówczas datowany z Niepołomic i podpisany przez kilku świadków dokument państwowy. Pierwotna rezydencja królewska różniła się dość znacznie od tej, którą możemy oglądać obecnie - redakcja) i około godz. 16.00 robiłem namiot. Mam problem z bateriami, bo przy tak niskich temperaturach szybko się wyczerpują i nie wiem, czy będę w stanie dojść do Szczucina, pisząc codzienną relację. Przeszedłem 23 km, razem 211 km, pozostało 836 km.
Dzień jedenasty - 12. stycznia 2017r.
Wczorajszy wieczór był znów mroźny. O godzinie 19.00 termometr wskazywał -18 stopni C. Jednak im bliżej północy, tym mróz mniejszy. O godz. 22.00 słupek rtęci sięgał -12 stopni C stopni. Rano, kiedy się obudziłem mróz znów zelżał. Było tylko -10 stopni C. Wczoraj odwiedził mnie niespodziewany gość - Bartek z okolicy Niepołomic, który jest wędkarzem. Postanowił mnie odnaleźć i przynieść mi gorącą herbatę. Posiedzieliśmy przy ognisku i poopowiadaliśmy sobie o swoich pasjach. Bartek mógł na własne oczy zobaczyć w jakich warunkach spędzam wieczory. Dziękuję mu bardzo za okazaną pomoc. Rano obudził mnie silny wiatr i śnieżyca. Przestało mrozić. ale zaczęło wiać. Właściwie przez całą drogę wiatr dawał się we znaki, a momentami padał też śnieg. Musiałem obchodzić rzekę Rabę. Przy tej okazji zrobiłem zakupy w pobliskim sklepie i kawałek dalej rozbiłem namiot. Zbliżam się do miejscowości Szczucin. Powinienem tam dojść w niedzielę. Przeszedłem 22 km, razem 233 km, pozostało 814 km.
Dzień dwunasty - 13. stycznia 2017r.
W nocy temperatura tylko minimalnie spadła poniżej zera, a w dzień zaczęła się odwilż. Termometr wskazywał 2 stopnie na plusie, śnieg topniał, a strumyki powolutku zaczęły płynąć. Wędrówkę rozpocząłem na prawym brzegu, jednak na 145 km (kilometraż Wisły żeglownej) przeszedłem na lewy brzeg, gdyż jutro natknąłbym się tam na rzekę Dunajec, która wpływa do Wisły. Z kolei na lewym brzegu są blisko siebie dwie małe rzeczki w okolicach miejscowości Urzuty. Po cichu liczyłem na jakąś kładkę niedaleko Wisły. Niestety nic z tego. Byłem zmuszony je obejść, dochodząc aż do drogi nr 79. Przeszedłem dodatkowo sporo kilometrów, ale najważniejsze, że się udało. Jutro do południa powinienem dojść do Opatowca. Tam właśnie wpływa Dunajec, a kawałek dalej jest prom, którym zamierzam przepłynąć na prawą stronę. Według informacji z internetu, prom jest  czynny i mam nadzieję, że na miejscu nie okaże się inaczej. Namiot rozbiłem 2 metry od rzeki. Leżąc w śpiworze, słyszę szum wody. Wisła na tym odcinku ma wartki nurt. Przeszedłem 21 km, razem 254 km, pozostało 793 km.
Dzień trzynasty - 14. stycznia 2017r.
Dzisiejsza pogoda trochę mnie rozpieszczała. Noc przespana w temperaturze około 0 stopni C, w dzień wędrówka bez opadów deszczu i śniegu, nawet wiatr wiał mi w plecy. Śmiało mogę rzec, że aura mi sprzyja. Miałem jednak od rana kłopot z ciepłotą ciała. Nie mogłem dostosować tempa marszu i cały czas się pociłem. Zazwyczaj nie jest to problemem, ale dziś powodowało dyskomfort podczas wędrówki. Po godzinie 9.00 zrobiłem zakupy w Opławcu. W tej samej miejscowości wsiadłem na prom, który przewiózł mnie na prawy brzeg. Po drodze mogłem podziwiać jak wody Dunajca wpływają do Wisły. Po krótkiej przerwie, ruszyłem dalej. Cel miałem jeden - zbliżyć się maksymalnie do Szczucina, by jutro dotrzeć tam najszybciej, jak to możliwe. Będę mógł się wykąpać i podładować baterie. Dlatego też, wyjdę chociaż godzinę wcześniej. Nie wiem, czy mi się to uda, bo ostatnio rano wyjątkowo dobrze mi się śpi. Przeszedłem 23 km, razem 277 km, pozostało 770 km.
Dzień czternasty - 15. stycznia 2017r.
Dzisiejszy dzień zacząłem wyjątkowo wcześnie. Chciałem jak najszybciej dojść do Szczucina, gdzie czekała na mnie cywilizacja. Kiedy o 6.00 rano zacząłem pakować wszystko do plecaka, zaczął bardzo intensywnie padać śnieg. Pośpiesznie ruszyłem. Do pokonania miałem 19 km. Momentami robiła się taka zawierucha, że nie było nic widać. Około 10.00 opady śniegu zmalały. Na Wiśle lód utrzymał się tylko między ostrogami. Zasięg internetowy, z którym wczoraj miałem problem, dziś jest już w porządku. Wszystko działa bez zarzutu. Dość szybko doszedłem do Szczucina, do remizy strażackiej. Nie można zapomnieć o tym, że dzisiaj jest 25 finał WOŚP. Oczywiście fundacyjne czerwone serduszko znalazło się na mojej piersi. Jutro zaczynam kolejny etap - marsz na Tarnobrzeg. W planie mam dojść tam w środę i będzie to już 1/3 odcinka. Część załączonych zdjęć jest z wczorajszego dnia. Przeszedłem 19 km, razem 296, pozostało 751 km.
Dzień piętnasty - 16. stycznia 2017r.
W Szczucinie miałem możliwość wykąpania się i podładowania baterii w telefonach i aparacie. Dziękuję OSP Szczucin za miłe przyjęcie i pomoc. Wychodząc, dostałem pamiątkową odznakę. Niech będzie ona nagrodą za przejście tych kilometrów za sobą. Przed ósmą zacząłem wędrówkę. Śnieg padał bardzo intensywnie, a do tego wiał silny wiatr. W ciągu 2 godzin napadało jakieś 10 cm śniegu. Razem z tym, który leżał wcześniej to jest jakieś 20 cm. Marsz był przez to bardzo utrudniony. Musiałem w dodatku obejść kolejny prawy dopływ Wisły - Breń. Jutro czeka mnie to samo z Wisłoką. Po godz. 10.00 wyszło słońce, wiatr przestał wiać i do końca dnia była już ładna pogoda. Na Wiśle pojawił się gęsty śryż. W nocy temperatura zejdzie sporo poniżej zera. Pisząc tą relację, jest -9 stopnia C. Rozbiłem namiot jakieś 200 m od Wisły. Nie mogę tego zrobić bliżej rzeki przez liczne krzaki. Przeszedłem 22 km, razem 318 km, pozostało 729 km.
Dzień szesnasty - 17. stycznia 2017r.
W nocy temperatura spadła do -10 stopni C, jednak odczuwalna była dużo niższa. Wędrówkę zacząłem o godzinie 8.00 rano. Bardzo gęsta mgła utrudniała widoczność, a zalegający śnieg spowalniał marsz. Picie znowu zaczęło mi zamarzać i będę zmuszony cały prowiant chować na noc do śpiwora. O baterie się nie martwię, gdyż będę mógł je podładować w Tarnobrzegu. Dotrę tam jutro. Dzisiaj tak, jak wczoraj musiałem obejść kolejny dopływ Wisły. Tym razem padło na Wisłokę. Pisząc tą relację, siedzę przy ognisku i przygotowuję ciepły posiłek. Noc na pewno będzie jeszcze zimniejsza niż poprzednia. Jutro ważny dzień dla mojej wyprawy - pokonam już 1/3 trasy. Przeszedłem 21 km, razem 339 km, pozostało 708 km.
Dzień siedemnasty - 18. stycznia 2017r.
Za mną kolejna mroźna noc. O godz. 5.00 rano termometr wskazywał -11 stopni C. Spało mi się dobrze mimo, że wiatr potęgował odczucie zimna. Wczoraj wieczorem położyłem pod namiot sporo suchej trawy, przez co leżało się wygodniej. Sprawdziło się stare przysłowie "Jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz". Nad ranem rozpaliłem ognisko, aby rozmrozić jakiekolwiek jedzenie. Parę minut po godz. 7.00 zacząłem swój siedemnasty dzień wędrówki podczas tej wyprawy. Od miejscowości Szczucin mam problem z marszem wzdłuż Wisły, ponieważ gęste zarośla skutecznie mi to utrudniają. Chodzenie wałami przeciwpowodziowymi też nie jest proste, gdyż zalega na nich dużo śniegu. Mimo wszystkich przeciwności, ja cały czas posuwam się na przód. Około godziny 14.00 dotarłem do miejscowości Tarnobrzeg (Jako miasto powstało w 1593 r. w przywileju lokacyjnym króla Zygmunta III Wazy. Pierwotnie swym obszarem zajmował teren, który współcześnie nazwany jest placem Bartosza Głowackiego z kościołem Wniebowzięcia N.M.P. (dominikanów). Tuż obok Tarnobrzega znajdował się Dzików – siedziba rodu Tarnowskich z Pałacem Dzikowskim. W odległości 2 km w kierunku południowym znajdowała się osada Miechocin z kościołem Marii Magdaleny. Wraz z rozwojem miasta przyłączano Dzików, Miechocin i inne jednostki urbanistyczne. Największy rozrost terytorialny związany jest z burzliwym rozwojem po odkryciu siarki. Mianem Tarnobrzega określa się tereny od Machowa na południu, do Wielowsi i granic z Sandomierzem na północy - redakcja). Tam, na przystani TKKF "Siarka" powitało mnie kilkunastu pasjonatów Wisły. O tym napiszę jutro. Przeszedłem 20 km, razem 359, pozostało 688 km.
Dzień osiemnasty - 19. stycznia 2017r.
Wczorajsze popołudnie upłynęło mi w towarzystwie sympatyków Wisły. Dane mi było poznać ciekawych ludzi, w tym m.in starostę powiatu tarnobrzeskiego Pawła Bartoszka i wicestarostę Krzysztofa Pitrę, który organizował cały mój czas w mieście, a także UKS Zebra Team Siedleszczany. Na przystani TKKF "Siarka", gdzie rozbiłem namiot, czekało na mnie kolejnych kilkunastu zapaleńców, widzących w nadwiślańskiej marinie potencjał. Zapraszają wszystkich wodniaków do zacumowania. Nie mogę też zapomnieć o przewodniku wysokogórskim Stanisławie Bochniewiczu, który stawił się dzisiaj na 7.00 rano, by mnie odprowadzić aż pod rogatki Sandomierza. To bardzo miłe spotkać społeczność od władz po zwykłych obywateli Tarnobrzega, zafascynowanych turystyką i rekreacją. TARNOBRZEG - DZIĘKUJĘ!!!
Noc była ciepła. Termometr wskazywał tylko -4 stopnie C. Dzisiaj pierwszy raz pokonałem jakiś odcinek trasy w towarzystwie drugiego człowieka. W połowie drogi do Sandomierza natknęliśmy się napiętrzenie tafli lodowych. Widok był niesamowity, na kilka metrów wysokości lodowe zwały. W Sandomierzu nie spotkałem serialowego Ojca Mateusza. Tam, gdzie on się pojawia, albo giną ludzie, albo przynajmniej trafiają do szpitala. Dotarł do mnie za to znajomy z Facebooka, Grzegorz Świtalski, który z kolei odprowadził mnie przez Góry Pieprzowe, znajdujące się już częściowo za Sandomierzem. Zaraz za nimi rozbiłem namiot. Przeszedłem 20 km, razem 379 km, pozostało 668 km.
Dzień dziewiętnasty - 20. stycznia 2017r.
Termometr zeszłej nocy wskazywał -9 stopni C. Nadeszło jednak lekkie ocieplenie. Pisząc tą relację, przed namiotem jest +1stopnia C. Zaczęła się odwilż. Mam tylko nadzieję, że nie będzie zbyt gwałtowna. Jak już nieraz wspominałem, wolę mróz niż temperaturę na plusie. Wyruszyłem około godz. 8.00. Wisła od Sandomierza jest pokryta lodem. Na rzece utworzył się zator i tylko w kilku miejscach widać płynącą wodę. Na moim dzisiejszym odcinku mijałem rzekę San, wpływającą do Wisły. Za plecami zostawiłem miejscowość Zawichost, gdzie zrobiłem drobne zakupy i dalej podążałem lewą stroną. Niestety nie kursuje prom, bo rzeka jest zamarznięta. Cały dzień był bardzo ponury. W takich warunkach nie chce się wyciągnąć aparatu. Dzisiaj miałem to szczęście, że wpływającej do Wisły rzeczki nie musiałem obchodzić. Udało mi się przejść ją częściowo po lodzie, a częściowo po gałęzi. Nagrałem aparatem film jak to robię. Kiedy wrócę do domu, to go udostępnię. W ciągu dnia co jakiś czas padała mżawka. Jutro muszę wstać wcześniej, gdyż w Józefowie nad Wisłą będę miał krótkie spotkanie z młodzieżą, o które zostałem poproszony. Przeszedłem 21 km, razem 400 km, pozostało 647.
Dzień dwudziesty - 21. stycznia 2017r.
Zeszłej nocy zamontowałem najwyższą temperaturę w nocy podczas tej wyprawy, tj. -1 stopnia C. Od rana zaczęły się roztopy. Swój namiot złożyłem wyjątkowo szybko, bo już o godz. 6.30. Wspominałem wczoraj, że dziś na koniec dnia mam spotkanie z młodzieżą w Józefowie nad Wisłą. Na wysokości Annopola, przechodząc mostem z prawej strony na lewą, fotografowałem Wisłę i zmieniłem zdjęcia z kolorowych na czarno-białe. Jestem ciekaw Waszych opinii na ten temat. W pewnym momencie przez rzekę, całą pokrytą lodem, przebiegł lisek, zatrzymując się tylko na chwilę na małej wysepce. Chyba jednak nie znalazł nic, co by go interesowało, ponieważ chwilę później pobiegł dalej. Od rana do godz. 9.00 padała mżawka. Później opady zanikły, ale dalej było bardzo ponuro. W miejscowości Basonia zatrzymałem się u szkutnika Mateusza, który jako ostatni we wsi, słynącej z produkcji łodzi, robi te łodzie tradycyjnymi metodami. Wielki szacunek dla Ciebie Mateusz. O godzinie 14.30 dotarłem do Józefowa nad Wisłą. Przeszedłem 21 km, razem 421 km, pozostało 626 km.
Dzień dwudziesty pierwszy - 22. stycznia 2017r.
Wczoraj wieczorem miałem spotkanie z młodzieżą i mieszkańcami Józefowa nad Wisłą. Bardzo dziękuję za przybycie. Było mi niezmiernie miło. Cieszę się, że mogłem opowiedzieć o swojej pasji. Wyruszyłem w drogę około godz.  8.00 rano. Dnia nie mogę zaliczyć do udanych mimo, iż widoki były przepiękne. Najpierw szedłem wysokim stromym brzegiem, później podmokłym terenem, na którym rosły wierzby. Stare i połamane tworzą niesamowite widowisko. Później przechodziłem przez malowniczy kamieniołom. Kończąc jedną z przerw, zarzucając plecak na plecy, poślizgnąłem się i uderzyłem o konar drzewa. Odnowiła mi się grudniowa kontuzja prawego biodra. Chwilę później robiłem obozowisko. Najbardziej boli, kiedy zakładam albo zdejmuję plecak. Mam tylko nadzieję, że jutro będę mógł iść dalej, nie zwalniając tempa. Poruszam się cały czas prawą stroną rzeki. Przeszedłem tylko 15 km, razem 436, pozostało 611 km.
Dzień dwudziesty drugi - 23. stycznia 2017r.
Noc była ciepła. Termometr wskazywał -2 stopnia C. Co chwilę budziłem się z obawy o moje biodro. Rano, wychodząc z namiotu nie bolało mnie w ogóle. Dopiero zakładając plecak czułem silny ból. Najważniejsze, że podczas wędrówki nie odczuwałem dyskomfortu z powodu tego biodra. Na przerwach nie zdejmuję plecaka, tylko siadam w takim miejscu, by mi nie przeszkadzał. Pogoda w ciągu dnia była piękna, z delikatnym mrozem. Wprost idealna do wędrówki. Jutro dojdę do Kazimierza Dolnego. Nie nadwyrężałem się z obawy na pogorszenie się kontuzji. Na tym odcinku, gdzie idę, na Wiśle jest dużo malowniczych wysp. Rozbiłem obozowisko na początku ostrogi. Zbliżam się do półmetka wyprawy. Tak naprawdę idę sam, ale zawsze czuwa nade mną osoba z okolicy, żeby w razie czego mi pomóc. To wszystko dzięki Fundacji Rok Rzeki Wisły, która pomaga mi w logistyce. Serdecznie dziękuję za wszystko. Ludzie często zgłaszają się właśnie do nich z chęcią niesienia pomocy. Często odmawiam z przyczyn oczywistych, bo nie mogę do wszystkich wejść na kawę czy obiad, ale cieszę się, że jesteście. Przeszedłem 15 km, razem 451 km, pozostało 594 km.
 

Kopiowanie, przetwarzanie, powielanie w całości lub w części treści opisu, zdjęć oraz wszelkich  elementów graficznych a także przechowywanie w systemach wyszukiwania, umieszczanie na innych stronach www, przekazywanie, przesyłanie czy udostępnianie innym osobom wyżej wymienionych elementów bez zgody właściciela i autora jest zabronione. Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych. (Dz. U. z 2006 r. Nr 90, poz. 631 z późn. zm.).

Bez zgody - tylko do użytku prywatnego.