Młodzież nakielska roczniki 1910-1914, matury 1929-1931. Kolejny materiał Jadwigi Turczyńskiej

Dzisiaj, kilka kolejnych zdjęć i informacja opracowana przez Panią Jadwigę Turczyńską wnuczką byłego naczelnika poczty w Nakle nad Notecią Jana Mieczysława Judejko.

Z nielicznych zachowanych zdjęć moich rodziców widać, iż była to młodzież wspaniała. Wysportowana, aktywna, społecznie zaangażowana. Lubiąca się. Oprócz działalności społecznej – harcerstwo, PCK, Sokół, klub tenisowy, potrafiła skrzykiwać się na wycieczki rowerowe, prywatki, kajaki, łyżwy…..od najwcześniejszych lat młodzieńczych. Trzeba przyznać, że pomagali im w tym rodzice goszcząc „watahy” młodych w swoich domach czy ogrodach.

Przyjaźnie utrzymywały się przez długie lata, zwłaszcza maturzystów z roczników 1929-1931, którzy zapisali później piękną kartę w historii kraju.

Spotykano się na wieczorkach tanecznych (tzw. fidołki). Wieczorki zaczynały się od spotkania z panią i panem domu, stąd na zdjęciach są często obecni. Bardzo często pojawiało się na tych zdjęciach młodsze rodzeństwo, nie odganiane od razu przez starszych.

Chłopców często gościli pp. Romanowscy, pozwalając na rozbijanie namiotów i obozowanie na ich posiadłości, pp. Sławińscy, pp. Filipiakowie.

Ulubione wypady kończyły się w Chobielinie, Samostrzelu, Runowie lub w ogrodach rodziców. Plażowano nad Notecią, pływano na kajakach, często własnoręcznie wykonanych, zimą ślizgano się na kanałach.

O wyczynach trójki przyjaciół – starszych, studentów, wywodzących się z najzamożniejszych nakielskich domów (Lucku, Maksie i synu p. G.) krążyły legendy. Wysportowani, muzykalni, potrafili nieźle zaszokować.

Na kąpielisku imponowali skokami z trampoliny. Któregoś dnia po skoku jeden z nich nie wypłynął. Zaczęły się poszukiwania, sprowadzono straż pożarną, przerzucono sieć przez Noteć. Po zamknięciu kąpieliska jeden z pracowników znalazł rzekomego denata spokojnie śpiącego na dachu łazienek. Okazało się, iż przepłynął pod wodą pod łazienkami i spokojnie wyszedł z wody udając się na odpoczynek.

Jeden z nich dał z dachu reprezentacyjnej kamienicy rodzinnej koncert dla siedzących na rynku bezrobotnych. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, iż był goły! Został ukarany mandatem za zgorszenie. Policjant musiał wejść po niego na ten dach, ponieważ nie przestawał koncertować.

Na Nowy Rok cała trójka wykręciła lampy gazowe w centrum miasta i przyniosła je pod komisariat policji. Nie udowodniono im winy, a oni przyznali się do czynu przed pójściem na wojnę.

Na swoim koncie mieli także głupi żart. Po balu organizowanym w Samostrzelu rozeszła się wieść, iż jeden z nich się powiesił. Dopiero nazajutrz wieczorem rzekomy denat wesoło pogwizdując wrócił do domu. Został publicznie spoliczkowany przez ojca.

Ale też potrafili z siostrą jednego z nich dawać liczne i bezinteresowne wspaniałe koncerty publiczne (skrzypce, flet, wiolonczela).

Jadwiga Turczyńska

Na zdjęciu wyróżniającym młodzież przebywająca w Runowie Krajeńskim